Archiwa autora: ta druga

Coś w tym jest

Tym razem to nie amerykańscy naukowcy, ale przeciętny polski mężczyzna odkrył przede mną prawdę rządzącą światem:

Jeśli dziewczyna się zastanawia, czy facetowi na niej zależy, to znaczy, że najpewniej nie zależy. Bo kiedy mężczyźnie zależy, kobieta nigdy nie ma wątpliwości.

No to chyba czas pogodzić się z losem albo szykować się do ślubu :). Na pierwszy taniec nie proponuję tego, choć słucham już pięćdziesiąty raz. Może już nawet z sześćdziesiąty piąty.

Poszukiwania i świnka morska

Nasza Blondynka jest poszukiwana przez detektywa(-ów)! Nie wiem, jakie są szanse na jej wytropienie w gąszczu sieci w sieci, ale zawsze trzeba się z tym liczyć. Dlatego postanowiłam powitać ewentualnych gości (gdyby jednak im się udało) najbardziej absurdalnym wpisem w historii blogaska, który będzie też przekrojem przez poglądy i nastroje tu panujące. Po pierwsze świnka morska. Oto wczoraj obraziłam świnkę i cały gatunek, że jako niby nieinteligentne stworzenia. W internetach świnki mają zdecydowanie więcej wielbicieli niż hejterów, na przykład że są lepsze od chłopaka (bo mądre i ich miesięczne utrzymanie wynosi nie więcej niż 20 złotych, no i nigdy cię nie zranią, bo… nie gryzą!). Zmuszają też to rozważań natury egzystencjalnej (czyli takich, jakie tutaj najbardziej lubimy) – czy skoro są świnki morskie, to czy są też świnki rzeczne. Ktoś, kto nie lubi ani świnek, ani kobiet napisał, że kobieta informatyk jest jak świnka morska – ani świnka, ani morska, ale to tylko jakieś męskie urażone ego się pewnie wypowiedziało (choć w zestawieniu z dowcipem, że kobiety też umieją programować… pralkę, jest nawet dość zabawne). Podsumowując, chciałabym przeprosić świnkę, bo na pewno jest bardziej inteligentna od pewnego reżysera.

Po drugie #LiLo. Podobno zapomniała roli (w teatrze) i pisze wspomnienia. Na szczęście nadal robi sobie też #selfie, co też lubimy, bo jest przekazem obrazkowym, nie trzeba dużo pisać, a przesłanie jest (z duchem czasu i naklejek na fejsbuku).

Linds 2

Po trzecie całkiem nowe świeżutkie cover story.

Po czwarte, wreszcie (trochę) zachciało mi się spać. O piłce będzie innym razem, bo a nuż napisałabym coś o reprezentacji. Dobranoc.

Ze sklepu

Z wczoraj. Z jakiegoś powodu aż się wzruszyłam. Być może nawet już o tym pisałam, bo cover Glee wydaje mi się znajomy. Ale co tam, jeśli po pięćdziesięciu przesłuchaniach nadal płaczę, to drugi wpis o tym samym nie będzie taki zły. Poza tym, kto to jeszcze czyta :). No i… how can I ever change things that I feel?
You can go your own way, go your own way
You can call it … Another lonely day
You can go your own way, go your own way

I jeszcze to.

Prognozy nie prognozują

Oto w rzeczy samej nabrałam się, że pada i pada. Tymczasem wzdłuż kraju pogoda jest piękna, nawet bym się pokusiła o stwierdzenie, że jest gorąco. Ja mam za to wyposażenie, jakbym jechała do Indii na porę deszczową. Tymczasem przyszły mi do głowy dwie myśli: nowa choroba cywilizacyjna – łokieć smartfonisty i że piszę jak przed chwilą przeczytany autor. Jedno i drugie – kicha.

Rozwój emocjonalny

Czy raczej brak. Tak dziś pomyślałam, że mam chyba niedorozwój albo zastój przynajmniej, jeśli mnie kręcą piosenki typu summer dance. Ale widać to były zbędne obawy, gdyż się wyjaśniło, że to nie byle co. Widocznie mój rozwój emocjonalny jest na poziomie wyższym niż (jednak!) gimnazjalny. Ten fakt może by i mnie ucieszył, gdyby nie to, że jest też dużo niższy niż średnia krajowa. Izolacja społeczna to nie jest najlepszy wybór, bo przecież i wszak zaliczyłam ostatnio dwie obczajki, no trzy, i jedną obczajkę interaktywną (nie „internetową” :)). Będzie dobrze.

Uczcijmy to limerykiem:

Gdy – w tłumie – myślę: „nic już nie będzie”,
Wtem się objawia gość w drugim rzędzie –
„Przyszedłem ja z inną tu,
Ale się pozbędę, sru!”
I tak potem łaził za mną wszędzie.

(Nie)czas na refleksję

Wpadła mi w ucho taka nowa piosenka. Za pierwszym przesłuchaniem – powalająca.

Że może to nie to, ale róbmy coś, bo jeśli nie zrobimy, to się nie przekonamy.

Za drugim przesłuchaniem – za smutna.
Za trzecim – za rozpaczliwa, aż mi się jakieś stado refleksji przyplątało, uczucia, które były, wróciły, minęły.
Za czwartym – może coś w tym jednak jest.
Za piątym – ale już w zasadzie wolę „Syreny”.
Szósty raz sprawił, że jestem już pewna, że tekstu i wykonania nie powstydziłby się sam Happysad.

„Kiedyś kupię nóż i powyrzynam wszystkich wkoło
Kupię nóż
Zostawię tylko dwoje”

Na szczęście, że już ciężko się na to nabrać. Dobranoc.

KolumbiaLive

Moja ignorancja wyszła. Pomyliłam Kostarykę z Kolumbią. Ale za to wypatrzyłam Yepesa, który w grafice google tak dobrze jak na boisku się nie prezentuje, ale generalnie jest wart uwagi. Nic lepszego nie widzę. David Luiz sie nie liczy :). I gol.