Archiwa kategorii: egzystencjalna

Zagadka

Co powstanie z połączenia:

600 g mąki pszennej
3 małych jajek
100 g masła
70 g cukru z prawdziwą wanilią
pół łyżeczki soli
2 łyżki rumu
250 ml letniego mleka
20 g świeżych drożdży lub 10 g drożdży suchych
oleju (do smażenia)
konfitury (do nadziewania)

Proste? Na zwycięzców czeka piosenka roku:

———————————————-
(Na przegranych czeka refleksja egzystencjalna :))
Aktualnie zastanawiam się nad faktem rezygnacji ze szczęścia na rzecz czyjegoś mylnie pojmowanego szczęścia albo mylnie pojmowanego spokoju (swojego, czyjegoś, wspólnego i ogólnonarodowego), albo co gorsza obu tych rzeczy. Jest to najgorsza z możliwych opcji na życie, jaką można wybrać. Natomiast na pewno najlepsza na długotrwałe unieszczęśliwianie, siebie w szczególności. Napiszę o tym książkę albo lepiej film zrobię.

Kot i paczka czipsów

Były już podwinięte rzęsy pod powieką, bieguny ciepła i transcendentne energie. Późne godziny, absolutne przyczyny. Ludzki mózg w pewnym momencie przechodzi fazę zwątpienia połączonego z niedowierzaniem. Bo jak to, oszukali nas, taka miłość ma być jedna, ty jesteś jedna! Wreszcie człowiek dochodzi do wniosku, że to jednak raczej jest chemia i małpie gaje. To jest wtedy, kiedy nakręca(my) się nawzajem. To jest takie właśnie wylizanie paczki czipsów od spodu – tak fajne, że aż straszne. Tak straszne, że aż fajne.

 

 

Coś w tym jest

Tym razem to nie amerykańscy naukowcy, ale przeciętny polski mężczyzna odkrył przede mną prawdę rządzącą światem:

Jeśli dziewczyna się zastanawia, czy facetowi na niej zależy, to znaczy, że najpewniej nie zależy. Bo kiedy mężczyźnie zależy, kobieta nigdy nie ma wątpliwości.

No to chyba czas pogodzić się z losem albo szykować się do ślubu :). Na pierwszy taniec nie proponuję tego, choć słucham już pięćdziesiąty raz. Może już nawet z sześćdziesiąty piąty.

Poszukiwania i świnka morska

Nasza Blondynka jest poszukiwana przez detektywa(-ów)! Nie wiem, jakie są szanse na jej wytropienie w gąszczu sieci w sieci, ale zawsze trzeba się z tym liczyć. Dlatego postanowiłam powitać ewentualnych gości (gdyby jednak im się udało) najbardziej absurdalnym wpisem w historii blogaska, który będzie też przekrojem przez poglądy i nastroje tu panujące. Po pierwsze świnka morska. Oto wczoraj obraziłam świnkę i cały gatunek, że jako niby nieinteligentne stworzenia. W internetach świnki mają zdecydowanie więcej wielbicieli niż hejterów, na przykład że są lepsze od chłopaka (bo mądre i ich miesięczne utrzymanie wynosi nie więcej niż 20 złotych, no i nigdy cię nie zranią, bo… nie gryzą!). Zmuszają też to rozważań natury egzystencjalnej (czyli takich, jakie tutaj najbardziej lubimy) – czy skoro są świnki morskie, to czy są też świnki rzeczne. Ktoś, kto nie lubi ani świnek, ani kobiet napisał, że kobieta informatyk jest jak świnka morska – ani świnka, ani morska, ale to tylko jakieś męskie urażone ego się pewnie wypowiedziało (choć w zestawieniu z dowcipem, że kobiety też umieją programować… pralkę, jest nawet dość zabawne). Podsumowując, chciałabym przeprosić świnkę, bo na pewno jest bardziej inteligentna od pewnego reżysera.

Po drugie #LiLo. Podobno zapomniała roli (w teatrze) i pisze wspomnienia. Na szczęście nadal robi sobie też #selfie, co też lubimy, bo jest przekazem obrazkowym, nie trzeba dużo pisać, a przesłanie jest (z duchem czasu i naklejek na fejsbuku).

Linds 2

Po trzecie całkiem nowe świeżutkie cover story.

Po czwarte, wreszcie (trochę) zachciało mi się spać. O piłce będzie innym razem, bo a nuż napisałabym coś o reprezentacji. Dobranoc.

Ze sklepu

Z wczoraj. Z jakiegoś powodu aż się wzruszyłam. Być może nawet już o tym pisałam, bo cover Glee wydaje mi się znajomy. Ale co tam, jeśli po pięćdziesięciu przesłuchaniach nadal płaczę, to drugi wpis o tym samym nie będzie taki zły. Poza tym, kto to jeszcze czyta :). No i… how can I ever change things that I feel?
You can go your own way, go your own way
You can call it … Another lonely day
You can go your own way, go your own way

I jeszcze to.

LifeLive

Napisało mi się LifeLove, ale to tylko Freud.
Tak się dziś zorientowałam, że przegapiłam cały mundial. A jest najwięcej bramek od 40 lat. To było zorientowanie egzystencjalne, bo jak człowiek przegapi mundial, to nuż się obejrzy, a tu życie przegapione…

Piosenka dla wszystkich w tym samym nastroju*:

Wiem, że mogłoby być tak, ale wątpię, czy finał mundialu poczeka, aż ja będę mogła obejrzeć. Zresztą nie tyczy się to tylko finału mundialu. Choć tak w sumie, czas przystanął, a ja się czuję właściwie bardziej tak. Na szczęście już mogę spać o czwartej nad ranem. I o piątej. Zasadniczo nie mam też przeszkód w spaniu o 22, dlatego obstawiam wyniki meczów tydzień po meczach.

* jeśli nie lubisz egzystencji w wersji soft, wybierz