Archiwa kategorii: egzystencjalna

Są pytania?

Wpis egzystencjalny. Miał być, ale nie będzie. Ciekawiło mnie tylko, czy poczytność blogaska podniosłyby notki egzystencjalne zakończone pytaniem do publiczności, w stylu: „dlaczego życie nastolatki jest takie trudne”. Ale skoro tej notki nie napiszę, to się tego nie dowiem. Dlaczego w tle koniecznie ścieżka dźwiękowa z serialu Doogie Howser M.D. pisanie egzystencjalnych wpisów jest tak emocjonalnie wyczerpujące, a tak odbiorczo pożądane?

Dylematy blondynki

Tak sobie dziś, z okazji święta wszystkich kobiet, myślę, że każda z nas (bo to piszę ja, ta druga!) codziennie musi stawić czoła pewnemu problemowi natury egzystencjalnej. I nie jest to ten problem o tym, w co się ubrać, ani ten o tym, co dziś na obiad, ani też ten o tym, że fryzura może nie taka. Ach, zresztą nie! Nie będę chociaż dziś hołdować stereotypowemu obrazowi rozmemłanej laski ze smutną miną i wszystkimi problemami tego świata na głowie! Bo może i mamy problemy egzystencjalne (jak szybko zostać księżniczką na przykład), ale przecież głównie mamy potrzeby natury rozrywkowej, przyjemnościowej i egoistycznej!

Tymczasem panowie składają nam życzenia typowo egzystencjalne: mniej rozstępów, mniej kilogramów, więcej wzrostu. W nagrodę za dobre sprawowanie przez cały rok dają w ten jeden jedyny wieczór odpocząć Sashy G. i zajmują się tylko nami. Znaczy się, mają w planie się zajmować, bo jak to wyjdzie, to nigdy nie wiadomo. Bo żeby do czegoś doszło, trzeba wcześniej trochę się wykazać – tulipan z bazarku albo czekolada będzie wystarczająca. Żeby tylko na ten bazarek się wybrali… ;). Mężczyźni życzą nam więc wszystkiego tego, czego tak naprawdę życzą sobie, choć przyznam, że już łatwiej zmienić się z dnia na dzień w księżniczkę niż w małą zgrabną meksykankę! I jeszcze z niedowierzaniem czytają teraz te swoje życzenia, hihi.

Nasza blogaskowa Blondynka składa wszystkim kobietom serdeczne i bardziej realistyczne* życzenia oraz załącza do nich tradycyjnego Davida Beckhama wraz z wyposażeniem w nowej kolekcji bielizny, na szczęście wciąż męskiej. Zamiast kwiatów oczywiście, ale nie zamiast „noszenia szafy”.

David Beckham

*ale pomarzyć o zmianie własnego faceta w Beckhama można… ;)

Prestiż ptasiego mleczka

Ta notka nie zawiera lokowania produktu.

Skoro nawet Pudelek zamiast pisać o dupie Dody angażuje się (baaardzo!) w problemy społeczne, Blondynka też może. Właściwie Pudelek pewnie problemy tylko opisuje, a my — no cóż — problemy mamy. Otóż pewnego dnia, po zobaczeniu tego baneru:

Blondynka znalazła się w samym centrum tych wydarzeń! Po błyskawicznym przeliczeniu drobnych (grubych już dawno nie było) okazało się, że stoimy przed dramatycznym wyborem pomiędzy aktywacją usługi HBO GO za 24,90 zł miesięcznie zwanej opcją dodatkową, a nabyciem Ptasiego Mleczka® za 13,69 zł za 1836 kcal w 420 g.

Z powodu −20°C na zewnątrz nie zdecydowaliśmy się dołączyć do manifestacji o wpisanie wolności pobierania Dextera i House’a do konstytucji. Z tego samego powodu nie zamierzaliśmy obalać rządu. Pozostało przeanalizować problem na spokojnie.

Wybór nie był prosty, zapłacić za 600 godzin przygód Jimmiego McNultiego czy innej Carrie Bradshaw albo kupić Ptasie Mleczko® i do reszty wykluczyć się kulturalnie z rzeczywistości! W dodatku byliśmy kuszeni możliwością skorzystania z bogatej oferty jednej z popularnych wypożyczalni internetowych (tej ze stateczkiem w logo). W końcu zdecydowaliśmy się na rozwiązanie najbardziej prestiżowe — dwa pudełka Ptasiego Mleczka® i wyrażenie zgody na przetwarzanie danych osobowych na stronie wygrajbilety.wedel.pl za szansę zdobycia jednego (dwóch!?) z „1090 podwójnych biletów na UEFA Euro 2012™”.

Nie od dziś bowiem wiadomo, że prestiż daje +100 do… prestiżu. Oczywiście, tylko wtedy, jeśli prestiż nie jest prestiżem tylko z nazwy, a jest prestiżem samym w sobie. Po ingerencji prawników Wedla w sprawie ptasiego mleczka, które powinno być Ptasim Mleczkiem®, bo przecież już w XVII wieku przodkowie Jana Wedla wymyślili, że jedyną poprawną odpowiedzią na pytanie, czego potrzeba szczęśliwemu człowiekowi, który już wszystko posiada, jest odpowiedź: „ptasiego mleka” (czyli pianek z czekoladą o smaku np. waniliownym za 13,69 zł), wiemy już na pewno, że prestiż kryje się w znaczku ®. Dodatkowo, jeśli coś ze znaczkiem ® może doprowadzić do wygrania czegoś ze znaczkiem ™ to to dopiero jest prestiż!

Oświadczamy, iż Blondynka nie jest powiązana kapitałowo lub osobowo z Time Warner Inc. ani E. Wedel Sp. z o.o. a zwłaszcza z Union of European Football Associations.

Oznaczenie słowne „Ptasie Mleczko®” stanowi zarejestrowany znak towarowy chroniony na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o.

Przerwa między biustami

Wiedziona pewnym przekonaniem oraz posiadająca na to przekonanie materiał dowodowy na piśmie przymuszam Was, Czytelnicy, do przerwy między biustami. Monotematyczność bowiem, jak wiadomo (jednym wiadomo a priori, a inni muszą przekonać się na własnej skórze/żołądku) i jak się okazuje, jest niestrawna, nawet jeśli omawiane tematy są tak smakowite, jak te, które często gęsto poruszaliśmy ostatnio. Ale bez obaw, nie będzie tu żadnej rewolucji – ani kuchennej, ani nawet październikowej, nie zaprosimy pani Magdy na (uwaga, znam mądre słowo!) relaunch blondynki, nie będziemy obalać istniejącego porządku. Myślę, że dla wielu byłoby to nie do zniesienia, bo gdzie, jak nie tu, można znaleźć pożądane treści, licząc na dawkę biustowo-dupkowej przyjemności. Z kulinariów wprowadzimy jedynie czekoladę w różnych ujęciach:

takich…

i takich…

…bo, jak wiadomo, czekolada ma dużo magnezu, jest dobra na jesień i do tego ma pewną przewagę nad mężczyznami…

[już widzę te komentarze o nadwadze, miażdżycy, spodniach-rurkach (ich braku ;)) i kompulsywnym obżarstwie!].

Ideą przyświecającą przerwie między biustami było jednak nie wychwalanie walorów tego przysmaku, ale umuzycznienie! A jakże ;).  Jesienne i egzystencjalne. Na deser więc, dla tych, co na diecie:

oraz dla wszystkich innych zainteresowanych:

Udanej jesieni życzy urocza blondynka :). Zapewniamy, że to nie koniec atrakcji zaplanowanych na tę porę roku – szykujcie się, będziemy (wreszcie, wreszcie) pisać… powieść!

Na rolki zamiast do biblioteki?.. czyli jak nas widzą mężczyźni (i co z tym zrobić)

Idealna kobieta powinna być śliczna i miła. Zadbana, ale nie tapeciara, o pięknej i szczupłej pupie, ale nie za chudej. Podobno panowie najpierw patrzą na tyłek, potem na biust, a jeśli wystarczy czasu, to jeszcze na twarz i (w) oczy. Co dokładniejsi zwracają jeszcze uwagę na paznokcie, zęby i nos (!). Wiadomo też (a wiadomo?), że mężczyźni lubią małe stopy, (co automatycznie wyklucza wysoki wzrost, ale najlepsza opcja to małe stopy i >175 – dlaczego ewolucja nie idzie w tym kierunku, to nie wiem), wydatne usta, wąską talię (WHR jest oczywiście kluczowy!), piękne włosy. Jeśli więc twój tyłek nie będzie zasługiwał na przynajmniej ósemkę (w dziesięciostopniowej skali urody – ósemka mężczyźnie wystarczy, bo przecież od ósemki do dziesiątki to już tylko rok na siłowni i będzie), biust nie będzie i bujny, i jędrny, twarz przepiękna i gładka, oczy niebieskie, zęby perłowe, a nos godny katalogu reklamującego ekskluzywne usługi chirurgii plastycznej, to nawet jeśli będziesz znała na pamięć Biblię CSS albo skład Barcelony/Manchesteru United w ostatnich dziesięciu sezonach – nie licz na wiele. Właściwie to na nic nie licz, bo to twoja wyrzeźbiona, ujędrniona, wymodelowana i wypielęgnowana pupa da ci szansę na poznanie mężczyzny twoich marzeń!

Naprawdę nie musisz wiedzieć, do czego jeszcze służy pomarańczowy wąż ogrodowy (oprócz pielęgnacji ogrodu oczywiście ;)), możesz myśleć, że terminatory i wampirki spotyka się tylko w filmach, nie musisz znać ścieżki dialogowej ze wszystkich części „Rambo” (choć to by się akurat przydało…). Zapewniam, że znajomość raportów komisji międzypaństwowych i państwowych w całości też się nie przyda. Wiedza z zakresu literatury jest zupełnie zbędna (a nawet, powiem, niepożądana), poezja zabroniona, nie śledź wyników nagrody Nike ani nawet Nobla, nie zajmuj się polityką, kursem franka i cenami ropy na światowych rynkach, nie musisz nawet czytać codziennych wiadomości, nic. Nie pielęgnuj intelektu (wśród mężczyzn krąży taki mit, że nie wolno związywać się z kobietą mądrzejszą od siebie), w żadnym, ale to w żadnym, wypadku nie spłaszczaj pupy w bibliotece, zamiast rozwiązywania krzyżówki zrób sobie manicure, lepiej kup modny cień do powiek niż naukowy bestseller. Ale przede wszystkim – każdą wolną chwilę (a jeśli wykluczyć wszelką działalność intelektualną, to może się ich zrobić bardzo wiele) poświęcaj pupie. Rolkuj, smaruj, masuj, ćwicz, biegaj, steppuj, napinaj i ujędrniaj. Facet nie obejrzy się za twoją wiedzą na temat przewagi Linuksa nad Windowsem (czy odwrotnie), ale za pięknym (ale nie za chudym!) tyłeczkiem! A gdyby udało ci się już jakoś nawiązać z nim konwersację po przejściu przez pupowe kryterium (moje gratulacje!) – nie mów mu, że PlayStation Vita będzie dostępne w wersji 3G i bez 3G… zapytaj tylko, zgodnie z radą autorytetu (kto czytał, ten wie ;)) – podobam ci się? Podobno wystarczy.

To, co mnie martwi, to fakt, że kiedy miną pierwsze achy i ochy, ochy i achy, jest wielce prawdopodobne, że on zechce* jednak porozmawiać, a nie tylko przyglądać się pięknym krągłościom. Najmniejszy problem, jeśli tematem będzie dyskografia jego ulubionego zespołu albo dorobek filmowy cenionego przezeń reżysera, bo to zawsze można podgonić przy paznokciach. Reszty nie podgonimy. Potajemnie, po kryjomu, w przebraniu, pod pseudonimem – trudno. Dbajmy o intelekt (jednocześnie, też potajemnie, radzę zacząć uczyć się trudnej sztuki gotowania), bo co będzie, jeśli ON kiedyś zechce (a zechce) po ten intelekt sięgnąć (i po smakowite dania!). Rok siłowni to niewiele, ale czy ktoś wyobraża sobie rok… biblioteki? Trzeba być na bieżąco. Dlatego, dziewczyny, do biblioteki! Ale nie autobusem – na rolkach!

*ten drugi zapewnia mnie, że statystycznie nie ma na to szans, mój idealny świat (i puenta) legł właśnie w gruzach! Bo jak długo można bez znudzenia patrzeć kobiecie na pośladki?! Choć w sumie przeczytałam gdzieś, że mężczyźni sobie z tym znakomicie radzą:

najpierw patrzą na piersi, bo bardziej się rzucają w oczy, jednak kiedy tylko kobieta się odwróci, nie znają litości i bezczelnie interesuje ich tylko tyłek!

W mojej opinii kolejność jest odwrotna, ale zasada ta sama. I nikt nie jest znudzony ;).

Efekt modelująco-ujędrniający

Nie od dziś wiadomo, że podróże spacery kształcą. Ponieważ niezmiennie fascynują nas części górne i dolne i środkowe, a pora roku wysoce sprzyja zaspokajaniu naszych potrzeb ero…eee… estetycznych, Blondynka wybrała się właśnie na taki edukacyjny spacer. Bez wchodzenia w szczegóły zachwytu jednej połowy Blondynki i trudnej do ukrycia zazdrości drugiej, zaczęło dręczyć nas pytanie — dlaczego najładniejsze pupy jeżdżą na rolkach?

Szukając odpowiedzi, w pełni zgodziliśmy się z argumentem treningu kardio.

Rolki to sport wytrzymałościowy, który zmusza płuca i serce do intensywnej pracy. W ten sposób poprawia się kondycja i dotlenienie organizmu. Kiedy mięśnie dostają więcej tlenu, usprawnia się przemiana materii.

Niemniej banały o aerobach i spalaniu od 400 do 800 (pod górkę ;) kalorii w ciągu godziny, nie do końca nas satysfakcjonowały, ponieważ pupy joggingujące albo jeżdżące na rowerach wyraźnie odstawały od czołówki na rolkach. Z punktu widzenia istoty problemu, dużo bardziej zadowalająca była dla nas odpowiedź:

Podczas biegania angażujesz głównie nogi, a w czasie wycieczki na rolkach pracują prawie wszystkie mięśnie. Dlatego systematyczna jazda pomoże Ci ujędrnić te strefy Twojego ciała, na których najbardziej lubią gromadzić się niechciane wałeczki.

Podczas gdy Ty ścigasz się z koleżanką, intensywnie pracują mięśnie ud i pośladków. Kiedy starasz się utrzymać równowagę, pracujesz na jędrny i płaski brzuch. Wtedy oprócz nóg i rąk angażujesz głębokie mięśnie pleców i brzucha, które sprawiają, że trzymasz się prosto.

Efekty ujędrniająco-angażujące wyglądają mniej więcej tak:

Lindsay Lohan wygląda uroczo:

Mięśnie ud, pośladków i ujędrnione strefy to jednak nie wszystko. W tej zabawie przede wszystkim liczy się odpowiedni lans. W dobrym tonie jest ubranie pupy w seksi legginsy. Na legginsy warto włożyć także krótkie spodenki (jakoś boję się użyć na tym blogasku słowa szorty, chciaż spodenki też wydają się ryzykowne), które w razie upadku doskonale ochronią pupę przed dotkliwymi otarciami.

Dziewczyny, tak trzymać! Pupa jest wam wdzięczna, Blondynka również. Tylko dlaczego Ta druga planuje trasę następnej wycieczki tak, żeby prowadziła wyłącznie ścieżkami, po których jazda na rolkach grozi kalectwem?

W temacie, czyli rozgrzewające części dolne (tylko dla analityków)

Lubimy piękne kobiety, to nie ulega żadnej wątpliwości. A chociaż zwykle prezentujemy tu ujęcia fragmentaryczne – biustów, pup, ewentualnie twarzy z uwzględnieniem detali, dziś zdecydowaliśmy się na szersze (dłuższe) podejście do sprawy, chociaż też, nazwijmy je,  wycinkowe. Dobra, sama się zdecydowałam ;). Bo oto jestem zaskoczona, jak wysoko w rankingu najpilniejszych życiowych potrzeb (w kategorii relacje męsko-damskie) znajduje się odpowiednia i oczywiście proporcjonalna długość nóg. Przyznaję, iż żyjąc długi czas w błogiej i przyjemnej nieświadomości w tym temacie, jestem nieco oszołomiona.  Kiedy jednak zostałam w tej dziedzinie uświadomiona, postanowiłam poddać temat głębokiej analizie. Ale do rzeczy. Otóż naukowcy (tak!) zbadali, jaka powinna być idealna kobieca noga. Uznając za pewnik, że ma być gładka, opalona, szczupła, jędrna, smukła, bez objawów przejedzenia za młodu (czyli tylko z równiutko ułożonymi pod skórą nielicznymi komórkami tłuszczowymi), postanowili zająć się jej najbardziej pożądaną długością. I tak:

Polscy badacze, prof. Bogusław Pawłowski i mgr Piotr Sorokowski, postanowili sprawdzić, jakie nogi robią największe wrażenie na facetach. Do swojego eksperymentu zaprosili kilkuset mężczyzn, którym pokazywali sylwetki kobiet tego samego wzrostu, ale o różnej długości nóg (mierzonej od kości biodrowej do końca stopy). Respondenci mieli wskazywać figury, które najbardziej im się podobają. W kolejnym etapie naukowcy porównali wszystkie odpowiedzi i obliczyli, że idealne kobiece nogi powinny być dłuższe o dokładnie 5% od przeciętnych. Co ciekawe, posiadaczki nieziemsko długich nóg (o więcej niż 5% odbiegających od średniej) nie budzą już takiego zachwytu.

Wyniki wyglądają tak:

(czy mam gdzieś jakiś centymetr krawiecki?!?!)

Może to być nieco druzgocące, więc jeśli po zmierzeniu stwierdzisz, że nogi są, no nie są idealne, oto rady:
— szukaj  niskiego faceta, wtedy będzie mu głupio, nawet gdy będziesz miała 160
— szukaj faceta ze znaczną wadą wzroku, najlepiej żeby był krótkowidzem, wtedy wystarczy zainwestować w solarium i kabaretki
— szukaj domatora, nie będziecie wychodzić, to nie będzie musiał narzekać, że inne kobiety…
— szukaj antyfana sportu, najlepiej gdyby nienawidził siatkówki i lekkiej atletyki (siatkówka plażowa jest również nieodpowiednia, a może nawet bardziej)
— szukaj faceta, który nie wie o istnieniu kanału Fashiontv i programu Tap Madl, obojętnie w jakiej edycji

Jeśli jednak takiego nie znajdziesz:
— zablokuj tvn i kanały sportowe
— wmów mu, że to złudzenie optyczne i że oszukali nas! bo te dżinsy miały wydłużać przecież…
— kup czerwone szpilki i zagroź, że nie zawahasz się ich użyć, dodatkowo możesz zaprezentować materiał poglądowy, jak dobrze wbijają się we wszystkie części męskiego ciała
— używaj eufemizmów: zamiast ‚krótkie nogi’ mów zawsze ‚śliczne nóżki’, a na nogi obce o niepożądanej długości określaj zawsze mianem ‚ogromnych nożysk’
— ostatecznie powiedz, że Doda też ma krótkie nogi śliczne małe nóżki
— ewentualnie zastosuj metodę focha i ochłodzenia stosunków albo… (tylko dla dorosłych, znaczy rozsądnych) jedź na Syberię!

A gdyby się zdarzyło, że postawiona pod ścianą będziesz rumienić się w ogniu krytyki, licz na to, że masz jakieś zalety, które koniec końców zostaną zauważone albo odgryź się w podobnym tonie :).