12

Mieszkanie w bloku ma to do siebie, że – nawet jeśli nie bardzo chcesz – i tak wiesz, co gotują/pieką wszyscy twoi sąsiedzi. Ci po prawej na przykład gotowali wczoraj pizzę, z którą miałam przyjemność jechać windą. Na parterze, gdy okazało się, że jedziemy na to samo piętro, dostawca (o naturze flirciarza i wyglądzie 5/10) zapytał, czy to może do mnie właśnie zmierza (no co za zbieg okoliczności!). Ja (o naturze flirciary i inteligencji 2/10) odpowiedziałam, że nie spodziewam się raczej, ale nie pozostaje nam nic innego, jak przekonać się na górze. Na to on – sondażowo, że pewnie mężowi nie chciało się gotować obiadu, na co ja, niezbyt błyskotliwie, że będzie mąż, to będzie gotował. Spodziewany efekt nastąpił niezwykle szybko i pan dostawca (5/10) zapytał o mój numer telefonu, bo numer mieszkania wydedukował po sąsiednich tabliczkach. Jednakże, mając na uwadze, co stało się, gdy dałam swój numer (też w windzie) gościowi z elektrowni (po tygodniu mówił w słuchawkę głosem psychopaty „ja tu czekam!, powiedz, powiedz czy chcesz się ze mną spotkać, bo mnie naprawdę zależy! no powiedz czy o mnie myślisz! powiedz!!”,a po dwóch zaproponował, że ot może się wprowadzić, w trzecim przestałam odbierać, a przez wszystkie trzy nie mogłam sobie przypomnieć nawet jego imienia) numeru nie dałam i zatrzasnęłam drzwi z drugiej strony.

Dziś w bloku pachnie piernikami, wszyscy pieką i dekorują pierniki, a ja nie wiem nawet, czy działa mi piekarnik… Z dawnych jeszcze czasów został mi gdzieś w głowie wzór na idealnego i wymarzonego faceta, którego jedynymi obowiązkami byłoby pójście ze mną na pięć godzin do księgarni i kupienie mi kwiatów (wtedy, nie wiem dlaczego, fiołków) i tak się zastanawiam, czy oby wymarzona kobieta takiego właśnie idealnego faceta nie musi przypadkiem piec i dekorować  pierników gdzieś tak właśnie w okolicy grudnia?… Bo jeśli tak, to wypadałoby się poświęcić dla sprawy. Ale jako że ja skora do poświęceń jestem tylko w połowie, postanowiłam upiec i udekorować tylko jednego piernika :). I właśnie się piecze.  Jeśli się nie spali, to go zaprezentuję :).

2 thoughts on “12

  1. ten drugi

    Dawno temu (kiedy byłem młody i jeszcze piękny :P) też marzyłem o swojej idealnej kobiecie. Myślałem że idealna kobieta powinna wiedzieć jedynie „którzy to są nasi” i „co to jest spalony”. Prawda, że nie miałem dużych wymagań? Dziś już wiem, że o ile kobiety potrafią znakomicie połapać się, że nasi są bordowo-granatowi, nawet doskonale rozumieją że na wyjazdach nasi czasami grają „w tych ge…” to znaczy „w łososiowych” koszulkach. To co do spalonego (moje drogie tu chodzi o offside, nie o pierniki czy pizze) już nie mam naprawdę żadnych złudzeń. Nawet jeżeli kobieta wie kiedy ma miejsce spalony i dlaczego boczny podniósł chorągiewkę, nawet jeżeli słusznie zbluzga sędziego za pomyłkę to i tak na końcu zawsze padnie pytanie: „no dobra a właściwie to po co jest ten spalony?”…

  2. ta druga

    Jeśli spalony nie jest po to, żeby bramkarze dłużej żyli, obrońcy mogli się wykazać jako takimi umiejętnościami, bramki nie padały co 2 minuty i napastnicy jakoś się starali bardziej… to ja też się niestety poddaję i rzeczywiście lepiej pozbądź się złudzeń, chyba że wybranką twojego serca zostanie sędzia piłkarski płci żeńskiej (najlepiej boczny), ewentualnie jakaś seksowna dziennikarka sportowa. Jedno jest pewne – wszyscy mężczyźni i chcieliby i nie chcieli, żeby ich kobiety wiedziały, którzy to nasi (twoi;)) i co to spalony. Bo z jednej strony miło razem obejrzeć mecz (ale tylko pod warunkiem, że nasi to jednocześnie i jej i twoi, chociaż nie spodziewam się, żeby kobieta odważyła się „być” za kimś innym niż jej mężczyzna ;)), ale z drugiej – czy to nie fajnie mieć absolutną przewagę nad dziewczyną w temacie, a we wtorki, środy i weekendy słuchać tego rozczulającego pytania: „Kochanie, a właściwie to po co jest ten spalony?”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *