
…You better not cry…

…You better not pout…

…I’m telling you why…
Dla niemających wyrzutów sumienia i pierwszych objawów bulimii w wywiadzie na jesienne smutki proponujemy rozwiązanie tradycyjne, sprawdzone, skuteczne i bardzo przyjemne. Jako że zdiagnozowano pewne problemy z nazwą, a raczej precyzyjnym dopasowaniem nazwy do konkretnego produktu (jak podaje wiki: w niektórych częściach Polski np. w Kaliskiem, w Warszawie nosi nazwę napoleonka, we Wrocławiu znane są zarówno napoleonki z kremem śmietanowym, jak i kremówki z kremem waniliowo-budyniowym, odwrotnie jest w Łodzi, z kolei w Krakowie napoleonką nazywa się czasem ciastko z bladoróżowym kremem z białek, w innych częściach kraju zwane napoleonem), niezbędne i konieczne jest przedstawienie graficzne tego, o co dokładnie chodzi. A chodzi o 43,60 g węglowodanów i 17,00 g tłuszczu, nieco białka i 350 kalorii :). W sumie wygląda to tak:
A żeby już było trochę mniej słodko (tak mi smakuje A Silent Film), to do kremówki/napoleonki (w zależności od lokalizacji jesiennej chandry), można podłączyć to:
na jesienne smutki? Inaugurujemy dziś sezon grzewczy (wszyscy bez wyjątku, przy podziale albo po 25% albo zwyczajowo po 33,3% na łeb), a jak wiadomo, przed włączeniem ogrzewania należy a) zaprzestać malować kaloryfery na miesiąc przed, b) wykonać próby wydolności i awaryjności oraz (za fachowcami):
* oczyścić grzejnik z kurzu, ze szczególnym uwzględnieniem przestrzeni wewnątrz grzejnika, między kolejnymi blaszanymi elementami, co ułatwi przepływ powietrza przez grzejnik i zwiększy efektywność oddawania przez niego ciepła, a jednocześnie zmniejszy cyrkulację kurzu po pokoju,
* odsunąć wszystkie przedmioty, które latem i wiosną ustawiliśmy obok grzejnika, aby nie zaburzać oddawania ciepła przez grzejnik, w razie potrzeby warto przemyśleć skrócenie zasłon albo ułożenie ich na parapecie, wspominałem o tym w osobnym artykule o oszczędzaniu ciepła,
* odpowietrzyć grzejnik zaworem znajdującym się w grzejniku, ale gdy domowe centralne ogrzewanie zostanie już uruchomione (gdy zacznie działać pompa cyrkulacyjna).
Ale my do tych prób. Potrzeba bowiem wypróbować rozwiązania alternatywne dla kaloryferowego ogrzewania, gdyby coś jednak, pomimo naszych starań, poszło nie tak. Poniżej propozycja nr 1.
I stało się. Nasze nieśmiałe przypuszczenia, iż odpowiednio dobry stosunek, tak niedoceniany przez kibiców (zwłaszcza tych „niedzielnych”), ma wartość nadrzędną w drodze do zdobycia tytułu mistrza świata, sprawdziły się co do joty! Ta – nieujawniana dotychczas (pomijając deklaracje Diego) – strategia trenerów, wreszcie ujrzała światło dzienne.
Mistrzostwa świata to dla piłkarzy maraton. Wygrane zapewniają dobrą atmosferę, ale i ona może zniknąć, gdy każdego dnia scenariusz jest taki sam. Dlatego trenerzy dbają o urozmaicenia – serwują zawodnikom (…) odwiedziny życiowych partnerek.
W uzasadnieniu czytamy:
W RPA problemem są zimne wieczory.
Dlatego trenerzy dbają o odpowiednie rozgrzanie zawodników, co może okazać się kluczem do sukcesu:
Joachim Loew stara się swoim podopiecznym co raz serwować nowe rozrywki, ale i jemu powoli kończą się pomysły. Miroslav Klose i koledzy już dwukrotnie byli na safari, a trener pozwala także na spotkania z żonami i partnerkami życiowymi zakwaterowanymi w hotelu w Pretorii. I to właśnie może okazać się kluczem do sukcesu. Zakaz widzenia się z najbliższymi mieli m.in. Francuzi i Grecy, którzy udział w turnieju zakończyli po fazie grupowej.
Brazylijczycy mają wolny wybór:
Zawodnicy mają pełną swobodę. W wolnym czasie robią, co chcą. Nie każdy wybiera seks, są tacy, którzy potrzebują wyciszenia. Kaka, Lucio i inni najwięcej wolnych chwil spędzają na modlitwach. Są wśród nich też tacy, którzy jednak wolą jednak bliskość partnerek.
Wayne Rooney chyba nie ma życiowej partnerki, ponieważ:
(…) godzinami leżał w hotelowym łóżku i nic nie robił.
Kto wygra mundial? Niewidzący swoich partnerek Meksykanie zwinęli się już do domu (ale z grupy wyszli;)), w czym pomogli im widzący swoje partnerki (acz przed północą) Argentyńczycy. Anglicy wykończeni abstynencją w stylu Rooneya postanowili rozłożyć się tak, żeby nikt w kraju ich nie witał, co pozwoliło szybciej dojechać do domu. Francuzi z nadmiaru testosteronu i braku możliwości rozładowania (hihi) emocji pokłócili się między sobą, a wiadomość o tym, że C.R. goli sobie nawet włosy na boskim tyłeczku, od razu pozwala wyciągnąć wniosek, że aktualnie żadna kobieta tego tyłka nie ogląda, o dotykaniu nie wspomnę, więc porażka Portugalii to tylko i wyłącznie jego wina. Nie pomijałabym znaczenia innych rozrywek: posiadania playstation, jedzenia lodów, safari i wycieczek turystycznych, ale do zwycięstwa w 1/1 finału doprowadzi tylko odpowiednia liczba dobrych stosunków, co potwierdzają badania psychologiczne
Psychologowie od dawna podkreślają, że po puchar sięgają nie ci, co są najlepiej przygotowani fizycznie, ale ci, którzy najlepiej psychicznie zniosą miesięczny turniej i rozbrat z normalnym życiem stosunkiem.
i testy metodą exit bedroom ;).
Udanej ¼!
Czyli jesteśmy w komplecie. Szczęśliwie — mimo częściowej utraty słuchu — przetrwaliśmy pierwszą rundę mundialu. Koniec żartów, zaczyna się faza pucharowa. Piłkarze ogórkowych reprezentacji już w spokoju, w kapciach przed telewizorem na plaży z drinkiem pod palemką oglądają jak marzną albo mokną, albo jedno i drugie ci, którzy nie mieli tyle szczęścia. Pierdołowate podsumowania z ostatnich dwóch tygodni w RPA można przeczytać tutaj i tutaj, a zwłaszcza tutaj.
Niestety nie da się ukryć, że blogasek przeżywa kryzys. 33,3%* ankietowanych nie jest zainteresowanych śledzeniem sucharów z mistrzostw oraz oglądaniem co jędrniejszych cycków piersi i ich atrakcyjnych właścicielek. Kurde — można jeszcze zrozumieć futbolową ignorancję, sami oglądamy mecze tylko dlatego, że zieloniutka murawa w paseczki działa na nas uspokajająco a Darek “Aniemówiłem” z Włodkiem “Proszępopatrzeć” są tacy fachowi. Niestety nic nie wskazuje, żeby protesty przeciwko mniej lub bardziej ubranym paniom odniosły oczekiwany skutek (zgadza się — 30 minut grania na wuwuzeli pod oknem o piątej rano sprawi, że szybko zmiękniemy). Dlatego depresyjne egzystencjalne notki nie są przewidywane w najbliższym czasie.
* badanie przeprowadzono metodą exit poll.
Nawiązując do tematu poruszonego przez tą trzecią, czyli „mundial a zamążpójcie”, znaleziona gdzieś porada dla kobiet żyjących w konkubinacie, a pragnących rychło założyć obrączkę:
I to jest jakaś szansa dla tych, co marzą o ślubie, ale chłopina (nie wie biedaczek, co dla niego dobre), nie pcha się do ołtarza. Wystarczy zaatakować go, jak będzie oglądał ciekawy mecz (emocje gwarantuje np. Brazylia Holandia) i padnie gol. Pod wpływem emocji człowiek działa irracjonalnie. Jest szansa, że na pytanie „Ożenisz się ze mną?”, żeby mieć cię z głowy, on powie „Tak”. Bo w tym momencie, to aktualnie kompletnie nie kontaktuje, a jak załapie słowo dżentelmena się rzekło.
Tylko łap okazję. Bo mu to przejdzie za jakiś miesiąc.
No to powodzenia! Jakby co – następny mecz Holandii już 19. czerwca!
Jako że – co wynika z geografii – bezapelacyjną przewagę w pierwszym dzisiejszym meczu ma Nowa Zelandia, ponieważ jest duuuużo dalej i oddziela ją od świata ocean, nie ma potrzeby argumentowania krajobrazami, kobietami i pośladkami zawodników i można skupić się na innej kwestii.
Dokonawszy bowiem przeglądu treści i zawartości pod kątem hasła „kobieta a mundial” doszłam do, może nie zaskakujących, ale na pewno ciekawych wniosków.
Po pierwsze: grupę A wygra Meksyk. Oto dlaczego:
Meksykanie tylko 2 razy zobaczą swoje kobiety!
Piłkarze reprezentacji Meksyku tylko dwa razy w ciągu mistrzostw świata w RPA będą mogli spotkać się z towarzyszkami życia. Raz przed rozpoczęciem turnieju, a drugi – w nagrodę po ewentualnym awansie do 1/8 finału. Taką decyzję podjęło kierownictwo drużyny, z trenerem Javierem Aguirre na czele. Piłkarze nie mogą tracić koncentracji na zbyt częste spotkania z bliskimi. Na to będzie czas po mistrzostwach świata – zaznaczył Aguirre.
Może być też tak, że Meksykanie będą chcieli skrócić rozgrywki i przyspieszyć termin ostatniego meczu, tak że w tej grupie daty spotkań uznałabym za nieostateczne i ruchome :).