Dzienne archiwum: 1 stycznia 2010

01.01 (imieniny miesiąca)

Dziś jedyna szansa na bezkarne wygłaszanie nieuzasadnionych, pewnie mylnych i bzdurnych pseudowizjonerskich prognoz i życzeń na nowy rok, a nuż się spełnią.
Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodę, jeśli zamiast formułki w stylu „zdrowia, szczęścia i słodyczy uroczablondynka dziś wam życzy” lub wyświechtanych frazesów w deseń „dużo miłości w nowym roku!” (bo kto ma, to ma, kto nie, to polecam bardzo udany horoskop miłosny onetu, można zawsze jakieś wnioski wyciągnąć na własną rękę) pożyczę, żeby w głośnikach, na boiskach i w sypialniach ;) było w tym roku elektryzująco.
Prognozy boiskowe pozostawię jednak (a i bardzo chętnie) Temu Drugiemu, jako specjaliście w dziedzinie, bo mój punkt widzenia jest w tej kwestii bardzo wypaczony, w wannie wciąż śpiewam takie piosenki (na melodię „Que sera”):

Steve Gerrard, Gerrard
He’s better than Frank Lampard
He’s strong and he’s fuckin’ hard
Steve Gerrard, Gerrard!

chociaż obaj (a właściwie wszyscy trzej;)) przyprawiają mnie o dreszcze (jednak Steve, och! Steve chyba najbardziej) i aż bym musiała w tym układzie sił (i z wiadomych względów) życzyć Chelsea triumfu w Lidze Mistrzów, na co z kolei nie pozwala mi religia, bo zgrzeszyłabym przeciwko przykazaniu „jest jeden bóg i na imię mu Barcelona” (bez ironii;)). Pewnie więc (żeby uniknąć niepotrzebnych sporów) zdecyduję się na pełne kibicowskie oddanie Olympiakosowi Pireus, a finału nie obejrzę wcale (;)).
Mistrzostwo świata zdobędzie oczywiście Holandia, która w przepięknym finałowym meczu pokona eeeeee Hiszpanię (? arkusz mi się nie otwiera!;)), w dogrywce oczywiście. Oto cała moja wiedza o piłce, chyba że jeszcze dodam, że oczywiście mistrzem na Wyspach zostanie… no wiadomo kto, chociaż nie ma na to żadnych szans. Oddaję więc to pole szanownemu współdziałaczowi.

Prognozy sypialniane zostawiam każdemu z osobna, jako że jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, to i każdy sam sobie zadbać musi o elektryczność w sypialni, poczynając od żarówki aż po zapas baterii paluszków… do pilota oczywiście. Bo nie ma przecież nic gorszego, niż wyczerpane baterie i próba przełączenia kanału polegająca na milionie wciśnięć odpowiedniego guzika co raz to z większą furią ;).

No i dobra, wreszcie, mam prognozy muzyczne, mam swoje typy, jednakże demokratyczny charakter tego bloga (który i tak zresztą cały zagadałam, stłamsiłam, a jego ideę zepchnęłam w niebyt, przez co mi ogromnie wstyd) wymusza pozostawienie wyboru, czy ktoś w ogóle chce to czytać. Zdecydowałam więc, iż głosy sprzeciwu przyjmowane są w nieprzekraczalnym terminie do jutra do 9.00 i wyłącznie w komentarzach, gdyż głosowanie to będzie jawne i bez cenzury. I oczywiście!, obowiązuje zasada milczącego akceptu ;). I nie, nie obrażę się, jeśli nikt nie będzie chciał czytać mojej nowej hobbistycznej notki. Luzik. Co mnie nie zabije, to mnie przecież wzmocni, więc… gdybym się nie odzywała do trzech dni po zliczeniu głosów, zacznijcie wysyłać kwiaty.

(wyjaśnienie: bo G. mnie zmęczyła, a miało być o czym innym;), ale się sama zagadałam)

głos tego drugiego

Wszystkim zainteresowanym życzę w nadchodzącym roku nowych lepszych pomysłów i jeszcze więcej wytrwałości. Nie poddawajcie się łatwo, walczcie o swoje! Jednocześnie pragnę was uspokoić, iż przed rokiem 2030 ten drugi nie ma zamiaru starać się o przyznanie statusu tego pierwszego! Gdyby jednak, z jakichś względow moje zapewnienia was nie przekonały, wszelkie uwagi oraz miłe i niemiłe słowa pod moim adresem prosze kierować na mejla tendrugi@uroczablondynka.x.pl.

Pozostałym czytelnikom, którzy mimo tego (że z powodów różnych zainteresowani nie są ;) zdecydowali się czytać tego blogaska (Google Analytics twierdzi, że to aż 2 osoby!) składam zapewnienia że uroczablondynka.x.pl w obecnej formule przetrwa co najmniej do 17 stycznia br.

2010/1

Stare dobre NME wyręcza mnie w przygotowywaniu drobnych przyjemności. To chyba żebym się nie przemęczyła w pierwszy dzień Nowego Roku. Słusznie i leniwie.
A zespół Keane wyszperałam kiedyś wsłuchując się właśnie w One Tree Hill;)